Pomysł na tor saneczkowy
artykuł -marzec 2024
Taki widok staje się być z roku na rok coraz rzadszy. Tor saneczkowy na Burlochu jest w okresie zimowym ze względu na brak opadów śniegu wykorzystany w mocno ograniczonym stopniu,a niewiele wskazuje,że w przyszłości będzie lepiej.
A skoro tak ? Czy można spowodować by dzieci mimo tych kaprysów pogodowych mogli z tej górki zjeżdżać na sankach?

Kiedyś zima była zimą , krótki nawet okres gdy o tej porze roku nie było śniegu był zjawiskiem niecodziennym. Obecnie zaskakuje nas gdy w środku zimy za oknem zrobi się na krótko biało. Producenci sanek dawno poszli z torbami, a te u niejednego już któryś rok z rzędu leżą bezużyteczne w piwnicy.

Każdemu kto przechodzi obok naszego lodowiska muszą się w oczy rzucać ogromne zwały białej śnieżnej masy , tym bardziej, że mocno kontrastują one z zieloną nawierzchnią pobliskiego boiska. To nie śnieg oczywiście, choć go przypomina ,a odpady warstwy ściągniętej z tafli lodowiska podczas jej czyszczenia przez tzw.rolbę – pojazd który co jakiś czas czyści i wygładza lód.
Aż się prosi by tego rodzaju zmarzlinę , która w dodatku w dużych ilościach zalega w tym miejscu przez cały sezon zimowy wykorzystać na tor saneczkowy , który dosłownie sąsiaduje z lodowiskiem . Fantazjowanie? Nie ! bo jak się okazuje , z powodzeniem taki zabieg stosują w Katowicach .
Tam też podobnie jak u nas powstał kiedyś w Parku Kościuszki tor saneczkowy i też był on w większości zimy ze względu na brak śniegu niewykorzystywany.
Pomysł na to by można było z niego korzystać okazał się całkiem nieskomplikowany .
Katowice posiadają kilka lodowisk i tak jak wszędzie czyszczone i gładzone są na nich tafle lodowe. Odpady zmrożonego lodu zostają przetransportowane do parku i wykłada się nim tor saneczkowy, który dodatkowo jest wyłożony igielitem, dzięki któremu nawet przy małej ilości śniegu można z górki na sankach bezpiecznie zjeżdżać, z tym ,że akurat tam gdzie położony jest igielit można używać wyłącznie do zjeżdżania sprzętu plastikowego , używanie sanek z metalowymi płozami mogło by tę nawierzchnię ze sztucznego tworzywa zniszczyć .
Niekoniecznie by u nas musiał taki igielit być , natomiast sam fakt ,że nie trzeba tak jak w Katowicach tego ,,sztucznego śniegu” zwozić samochodami , bo jest go wystarczająco dużo i to dosłownie u podnóża górki saneczkowej więc co szkodzi spróbować ,choćby raz w trakcie zimy na okres ferii zimowych .
Ferie za nami, kończy się też sezon łyżwiarski .Jest rok na to by się nad tym zastanowić. Pomysł jest, może się podobać lub nie .Sprawdza się w Katowicach, dlaczego by się nie miał sprawdzić u nas . Kto by się miał tym zajać ? W Katowicach zajmuje się MOSir włącznie z transportem tych lodowych odpadów z kilku katowickich lodowisk. Myślę ,że gdyby taka akcja się zrodziła , to i chętnych dziadków i ojców z łopatami by do pomocy na miejsce się chętnie udało.

Dla toru saneczkowego w Katowicach , choć o innym profilu i dodatkowo wyposażonego w igielit , brak opadów śniegu przestało być większym problemem .
